Kiedy „na dworze" jak mówią na Dolnym Śląsku lub „na polu" - jak chcą tego w Małopolsce robi się zimno - ciepłe myśli podążają w kierunku... zawodowego ciepłownictwa. Jakkolwiek sieci ciepłownicze wraz ze zdalaczynnymi, scentralizowanymi, zawodowymi źródłami ciepła pracującymi, najlepiej w kogeneracji, są najbardziej efektywnym sposobem zaopatrzenia mieszkańców dużych aglomeracji w ciepło i ciepłą wodę użytkową to jest to sektor - mimo ogólnego rozwoju - systematycznie kurczący się. I nie przeszkadza temu olbrzymi niezagospodarowany potencjał w zasadzie marnowanej bezpowrotnie i nieodwracalnie energii pochodzącej z niskotemperaturowych źródeł odpadowych, jakimi są np. szyby wydechowe KGHM czy chłodnie kominowe choćby elektrowni Opole czy jakiejkowiek innej zawodowej elektrowni dużej mocy. Jak wynika z regularnie, począwszy od 2002 roku, publikowanych raportów prezesa URE, systematycznie spada ilość przedsiębiorstw ciepłowniczych oraz moc zainstalowana, a co za tym idzie - dyspozycyjna, i gdyby nie ostra, a przede wszystkim przewlekła ubiegłoroczna zima, zapewne tej tendencji poddałby się także i wolumen sprzedanego ciepła.
W ubiegłym sezonie grzewczym, choć to pojęcie już nieco anachroniczne, bo szanujące się ciepłownie pracują przez okrągły rok, koncesje Prezesa URE na działalność związaną z zaopatrzeniem w ciepło posiadało 496 przedsiębiorstw. Liczba koncesjonowanych przedsiębiorstw zmniejszyła się o 2,5 proc. w stosunku do roku ubiegłego i aż o 44,5 proc. od pierwszego raportu opublikowanego w 2002 roku.