Dlaczego warto się zarejestrować

  • zobaczysz pełną treść artykułów
  • będziesz mógł pisać komentarze
  • otrzymasz dostęp do dodatkowych, zastrzeżonych materiałów np. w PDF
Regulamin

Jestem nowym użytkownikiem

* * * * * *

Wydanie | Marzec 2017

Zmiana czasu to relikt gospodarki wojennej

22-03-2017

Dwa razy do roku, w ostatnią niedzielę marca i października przeżywam prawdziwą traumę, gdy przychodzi mi przestawiać czas w zegarach kilkunastu urządzeń znajdujących się w moim otoczeniu. W jednych robi się to intuicyjnie, w innych kombinacja kolejności i ilości naciśnięć różnych guzików jest na tyle skomplikowana, że po pół roku muszę uczyć się jej na nowo. W istocie jeszcze przez kilka dni muszę funkcjonować w reżimie dwóch czasów: starego i nowego. W tym czasie pracuję wolniej, jestem rozkojarzony, popełniam błędy, zdarza mi się przegapić ważny termin czy zapomnieć o umówionym wcześniej spotkaniu. Manipulowanie wskazówkami zegara nie zmienia w żaden sposób tego, że przy naszym położeniu geograficznym najkrótszy grudniowy dzień trwa zawsze 7 godzin i 7 minut czyli krócej niż dniówka, zaś najdłuższy czerwcowy 16 godzin i 47 minut czyli dłużej niż dwie dniówki. W czasach, gdy pracowniczy fizyczni czyli klasa robotnicza zaczynała I zmianę o 6 rano, a kończyli o 14, zaś biurowi pracowali od 7 do 15, natomiast urzędnicy od 8 do 16, a lwia część energii elektrycznej zużywana była na oświetlenie miało to – być może - jakiś logiczny i matematyczny sens. Miało to także sens, gdy Walter Grupius i Adolf Mayer twórcy idei Bauhausu projektowali po raz pierwszy przeszkolone hale dla fabryki kopyt obuwniczych Fagus w Alfeld. Tak by zatrudnieni tam pracowniczy mogli korzystając ze światła dziennego precyzyjnie i ręcznie przy pomocy pilników kształtować wzorcowe kopyta. Dzisiaj mamy inne czasy i prawie wszędzie niezależnie od pory dnia pracuje się przy sztucznym oświetleniu czynnej wentylacji i klimatyzacji, zaś na skutek widocznej nawet gołym okiem zmiany technologii oświetlenie stanowi ułamkową część konsumpcji energii elektrycznej. Zmieniły się też nawyki i przyzwyczajenia, przesunęła się strefa aktywności i wiele osób nie kładzie się spać przed północą, zaś wstaje nieco później niż wstaje dzień.

Więcej...

03/2017 Komentarze (0)

Nie można liczyć na wiatr...

06-03-2017

dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. nzw. NCBJ

Zaledwie w cztery miesiące od utraty zasilania elektrycznego w prowincji Australia Południowa, spowodowanej przez wadliwe działanie farm wiatrowych, w lutym 2017 r. farmy wiatrowe w prowincji znów zawiodły, dając tylko 2% mocy nominalnej, gdy wiatr zamarł w fali upału. Ponad 90 000 domów i firm zostało pozbawionych światła i klimatyzacji w chwili, gdy temperatury przekroczyły 40oC.”Zielone szaleństwo” – pisze prasa australijska – „zagraża życiu ludzi”.

Wobec braku zasilania z wiatraków, które stały się głównym elementem systemu elektroenergetycznego w Australii Południowej, regulator Rynku Energetycznego Australii wprowadził blackout w tej prowincji, uchronić system przed zniszczeniem. W tym momencie, o 18.30, temperatury były jeszcze powyżej 40 st. C, ale klimatyzacja nie mogła przynieść ulgi – prądu z wiatraków nie było i elektryczność była wyłączona. Połączenie międzystanowe z prowincją Victoria dostarczające prąd z elektrowni węglowych pracowało na pełnym obciążeniu , ale to nie wystarczało – Południowa Australia nie miała dość własnych elektrowni.

Wnioski sformułowane przez ekspertów australijskich są warte uwagi w każdym kraju planującym rozbudowę OZE.

1. Południowa Australia ma najbardziej zawodny system elektroenergetyczny, a elektryczność jest w niej najdroższa, ponieważ zamknęła ona dużą część swych elektrowni systemowych i polega na elektrowniach wiatrowych, które dostarczają 40% energii elektrycznej.

2. Wskutek wysokich cen i zawodności dostaw energii elektrycznej Południowa Australia utraciła wiele miejsc pracy, a biednym i starym ludziom grozi utrata życia, gdy nie mogą ochłodzić swych domów w czasie upałów lub ogrzać się w zimie ...

Więcej...

03/2017 Komentarze (0)

Czym palić w polskich piecach?

02-03-2017

Szybko rośnie liczba miast, w których już teraz został przekroczony dopuszczalny limit 35 dni w roku z wyjątkowo zanieczyszczonym powietrzem – alarmuje Polska Zielona Sieć. Z szesnastu miast tydzień temu, dziś ich liczba zbliża się do trzydziestu. Wynik zakończonych właśnie konsultacji nowych aktów prawnych regulujących jakości paliw stałych na polskim rynku pokażą jak na dłoni czy Ministerstwo Energii zamierza podjąć działania skuteczne, czy jedynie pozorowane.

We wszystkich krajach unijnych prawo dopuszcza 35 dni w roku, w których zanieczyszczenie powietrza może przekraczać dopuszczalne limity dobowe. Do listy polskich miast, w których limit ten został już przekroczony (po 51 dniach) dołączyły właśnie Wrocław, Dąbrowa Górnicza, Jelenia Góra, Cieszyn, Kędzierzyn Koźle, Kłodzko, Legnica, Olesno, Tychy i Ząbkowice Śląskie. Oznacza to, że w polskich miastach w sezonie grzewczym, zapylenie pyłem PM10 niemal bez przerwy przekracza dopuszczalne prawem limity.

Głównym źródłem problemu są zanieczyszczenia pochodzące z domowych pieców opalanych głównie węglem, który często jest bardzo złej jakości. Tzw. niska emisja odpowiada za blisko 90 proc. emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu oraz ponad połowę emisji pyłów zawieszonych PM10. 

Sytuację mogłyby poprawić przepisy przygotowywane obecnie w Ministerstwie Energii. 21 lutego upłynął termin zgłaszania uwag do projektu rozporządzenia w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych (przede wszystkim węgla) oraz do projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw. 

Więcej...

03/2017 Komentarze (0)

10/2016
09/2016
08/2016

Polecamy

Artykuły

Reklama

Współpracujemy z: